Pluton i Tytan ukrywają tę samą tajemniczą cząsteczkę

9

Na papierze wydaje się to sprzeczne z intuicją. Pluton to zamarznięta planeta karłowata, lodowata placówka z cienką atmosferą wiszącą nad lodem. Tytan, księżyc Saturna, to zamglony, aktywny geologicznie świat ukryty pod gęstym niebem, z morzami ciekłego metanu i wydmami organicznego błota.

Dzielą je miliardy mil. Ich warunki nie mogłyby być bardziej kontrastujące.

A jednak zachowują tę samą tajemnicę.

Niedawne dane z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba (JWST) ujawniły identyczne, niewyjaśnione widmo w podczerwieni na obu ciałach niebieskich. Dwa zupełnie różne obiekty mają ten sam chemiczny odcisk palca. Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, co to dokładnie jest.

W pogoni za widmowym duchem

Tajemnica zaczęła się od Bruno Besarta z Obserwatorium Paryskiego. Analizował obserwacje Tytana wykonane pod koniec 2022 roku, kiedy zauważył dziwną cechę. JWST wykrył światło podczerwone przebijające się przez mglistą atmosferę Tytana. Bezard zastosował spektroskopię, standardową metodę identyfikacji substancji na podstawie określonych długości fal światła, które pochłaniają.

Zwykle działa to bez zarzutu. Każda cząsteczka pozostawia unikalną sygnaturę widmową. Można wykryć lód wodny lub złożone związki organiczne w całym Układzie Słonecznym, po prostu „odczytując” te linie.

Jednak sygnał ten nie pasował do żadnej próbki z biblioteki.

Nie był to też błąd sprzętowy. Ta sama linia absorpcyjna pojawiła się w danych z dwóch zupełnie różnych instrumentów JWST: NIRSpec i MIRI. Gdyby to była usterka, nie powtórzyłaby się z taką konsekwencją.

Następnie Bezar zrobił to, co powinien zrobić każdy dobry naukowiec, gdy znajdzie się w ślepym zaułku. Zadzwonił do kolegi.

Emmanuel Lellouche obserwował Plutona. Bezar zadał oczywiste pytanie: Czy u Was też jest sygnał na tej samej długości fali?

Patrzyli. I znaleźli go. Tuż na powierzchni Plutona, na dokładnie tej samej długości fali podczerwieni co Tytan.

To nie jest życie, ale blisko niego

Powiedzmy sobie jasno: nie ma dowodów na to, że ta tajemnicza cząsteczka jest biomarkerem. Nikt nie twierdzi, że mamy do czynienia z kosmitami.

Najprawdopodobniej odzwierciedla to chemię prebiotyczną – te same złożone reakcje organiczne, które zachodzą w beztlenowym środowisku Tytana od ponad 4 miliardów lat.

Jeden z głównych podejrzanych? Allensa.

Jest to rodzina węglowodorów wykazujących silne pasma absorpcji w tym samym zakresie 5 mikronów, w którym znajduje się tajemniczy sygnał. Ale jest tu niuans: rodzina Allenów jest ogromna. Zawiera wiele skomplikowanych odmian. Nie mamy jeszcze dla nich pełnych bibliotek widmowych.

„Mamy widma tylko dla najprostszych” – przyznał Bezar. „Ale jest całkiem możliwe, że w tej rodzinie istnieje jeden lub więcej związków… które tworzą ten wzór absorpcji”.

Możliwe jest również, że sygnał należy do znanej cząsteczki, ale jej widmo uległo przesunięciu w wyniku zmieszania z innymi nieskatalogowanymi lodami planetarnymi. Widzimy złożonego ducha, a nie czysty sygnał.

Dlaczego to musi być na powierzchni?

Skąd możemy mieć pewność, że nie unosi się po prostu w atmosferze?

W przypadku Tytana zespół badał geometrię obserwując. Przeskanowali satelitę od środka dysku do krawędzi, czyli kończyny. W miarę zbliżania się do horyzontu sygnał stopniowo słabł.

Dokładnie tak powinna zachowywać się warstwa na powierzchni. Kiedy patrzysz na krawędź kuli, patrzysz przez grubszą warstwę atmosfery. Gdyby sygnał przyszedł z nieba, zachowałby się inaczej. W rzeczywistości, gdy zespół badał obecność tlenku węgla w atmosferze, jego sygnał pozostawał stały od środka do krawędzi. Tajemniczy sygnał nie zachowywał się w ten sposób.

Pluton dostarcza jeszcze mocniejszych dowodów. Jego atmosfera jest niemal próżnią. Jest zbyt rzadki, aby stworzyć tak głębokie pasmo absorpcji. Po prostu nie ma wystarczającej ilości gazu, aby zablokować tak dużo światła. Źródło musi znajdować się na ziemi.

Aby wykluczyć zbieg okoliczności, zespół zbadał księżyc Jowisza Ganimedes. Na Ganimedesie brakuje atmosfery azotowo-metanowej potrzebnej do napędzania tego szczególnego mechanizmu fotochemicznego. Czy znaleźli tam cząsteczkę? Nie. Wydaje się, że występuje wyłącznie w środowiskach nieba zawierających azot i metan na Tytanie i Plutonie.

Organiczny przepis na śnieg

Więc co się tam dzieje?

Obydwa ciała mają atmosferę składającą się głównie z azotu i metanu. W górnych warstwach światło ultrafioletowe rozkłada te cząsteczki. To wyzwala kaskadę wysoce reaktywnych fragmentów. Są one uporządkowane w złożone związki organiczne. Następnie kondensują i osiadają na powierzchni w postaci śniegu.

Dokładnie to odkrył JWST.

To przenośnik taśmowy z nieba na ziemię. Fotochemia w górnych warstwach atmosfery generuje związki, które następnie opadają i gromadzą się na powierzchni.

Oczekuje na kontrolę na miejscu

W nadchodzących miesiącach może pojawić się większa jasność. Zespół analizuje nowe obserwacje JWST podczas rotacji Tytana. Dane te pomogą w mapowaniu rozkładu sygnału na powierzchni satelity. Czy będzie gromadził się na polach wydmowych? Czy powinniśmy unikać jezior? Wiedza o gdzie on jest może wskazywać na czym on jest.

Ale na prawdziwe odpowiedzi być może trzeba będzie poczekać dłużej.

Misja NASA Dragonfly daje prawdziwą nadzieję. Pojazd w kształcie helikoptera, mniej więcej wielkości samochodu, ma wystartować w 2028 roku i dotrzeć na Tytana w połowie lat trzydziestych XXI wieku. Nie będzie w nim spektrometru podczerwieni. Zamiast tego wykorzystuje spektrometr mas do fizycznego „smakowania” cząsteczek organicznych.

Odwiedzi różne interesujące geologicznie miejsca. Powie nam dokładnie, jakie związki występują na powierzchni. Tę listę kandydatów można następnie odtworzyć w laboratoriach na Ziemi, aby sprawdzić, czy pasuje ona do tajemniczego sygnału JWST.

W tej chwili cząsteczka pozostaje niezidentyfikowana. Duch w danych.

„Odkrycie czegoś, czego nikt wcześniej nie widział, jest zawsze ekscytujące” – powiedział Bezar.

Niewątpliwie. Ale przypomina nam również, jak wiele jeszcze nie wiemy. Układ Słoneczny trzyma swoje karty blisko piersi. I pomimo całej technologii, którą stworzyliśmy, czasami Wszechświat po prostu nie chce się na niego zapisać.