To był pierwszy tydzień maja. Kiedy Netflix w końcu wypuścił długo oczekiwany zwiastun, internet dosłownie zamarł w miejscu. Hasło „Zajmiemy przestrzeń z zaskoczenia” słychać było wszędzie. Ale to nie był tylko slogan reklamowy. Było to fikcyjne i komediowe odzwierciedlenie prawdziwej jednostki wojskowej, Sił Kosmicznych. Wszyscy zastanawiali się: czy warto obejrzeć?
W roli głównej Steve Carell. Jego udział był pierwszym sygnałem, jak poważnie należy traktować serial. Carell jest mistrzem komedii. Ale tutaj sytuacja była trochę bardziej skomplikowana. Fabuła serialu opowiada o powstaniu Sił Kosmicznych, ósmej gałęzi sił zbrojnych USA. Do zdarzenia doszło w 2019 roku. Twórcy serialu doskonale o tym wiedzieli.
Od rzeczywistości do komedii
Pomysł na serię jest dość prosty, ale robi wrażenie. Generał Mark Naird (postać grana przez Carella) zostaje pierwszym dowódcą tej nowej jednostki. Ale ta jednostka nie ma jeszcze budynku, personelu ani budżetu. Jest tylko sen. I to marzenie tonie w biurokratycznych spotkaniach odbywających się o północy.
Recenzje widzów najczęściej skupiają się na tym absurdzie. Ludzie śmieją się z absurdu hierarchii wojskowej. Szczególnie komiczna jest rywalizacja pomiędzy wiceadmirałem (i w ogóle marynarzami) a Siłami Kosmicznym. Marynarka wojenna zawsze była najstarszą i najbardziej szanowaną gałęzią sił zbrojnych. Z kolei Space Force to dziecko zmagające się z brakiem zasobów.
„Ten serial ukazuje humor kryjący się w najciemniejszych zakątkach wojskowej biurokracji.”
Postacie i dynamika
Generał Naird jest kimś więcej niż tylko żołnierzem. Jest ojcem, mężem i emerytowanym funkcjonariuszem. Najważniejszym elementem fabuły są jego relacje z rodziną. Jego córka Calista (Diana Sivers) jest sceptyczna wobec pracy ojca. A syn Sam patrzy na sprawy bardziej młodzieńczo i technologicznie.
Inne ważne postacie to wiceadmirał Chris Owens (Becky Newton), przeniesiony z marynarki wojennej, który wspiera Nairda. Ona i jej mąż wnoszą nową dynamikę do rodziny Naird. Ta czwórka stanowi emocjonalny rdzeń serii.
Ale prawdziwa historia zaczyna się poza rodziną. Polityka. Głoska bezdźwięczna. Opinia publiczna. Dla niektórych samo istnienie Sił Kosmicznych jest koniecznością, dla innych jest
Netflix udostępni pierwszy sezon w piątek, 29 maja 2020 r. W serialu Space Force występują Steve Carell i John Malkovich. Już samo ich połączenie jest wystarczającym powodem, aby obejrzeć serial. Ale reszta jest nie mniej niezwykła.
Showrunnerami są Greg Daniels i Steve Carell. Obecność dwóch nazwisk za fotelem reżyserskim budzi zainteresowanie widzów. Daniels jest znany z ról w serialach Biuro oraz Parki i rekreacja. Carell jest także znany ze swojej pracy przy serialu Biuro i filmie o tym samym tytule. Kiedy ta dwójka połączy siły, staje się jasne, czego można się spodziewać po gatunku komedii.
Fabuła serialu obraca się wokół reorganizacji Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych jako sił kosmicznych. Postać grana przez Steve’a Carella jest przywódcą tej nowej jednostki. John Malkovich odgrywa odwrotną rolę. Przy tak mocnej obsadzie oczekuje się, że jakość serialu będzie również wysoka.
Netflix oferuje wyjątkowe wrażenia, łącząc elementy historyczne i komediowe. Widzowie będą mogli jednocześnie doświadczyć dramatu wojennego i cieszyć się humorem. Szczególnie podpis Carell i Daniels gwarantuje wysoką jakość serii.
Siły kosmiczne w serwisie Netflix: data premiery i szczegóły
Pierwszy sezon serialu widzowie będą mogli oglądać już od piątku, 29 maja 2020 r. Netflix zazwyczaj udostępnia nowe treści w weekendy. Ta data jest idealna, aby widzowie mogli cieszyć się oglądaniem serialu w weekend.
Główną atrakcją serialu są występy Steve’a Carella i Johna Malkovicha. Komediowy talent Carella i dramatyczne doświadczenie Malkovicha zadecydują o tonie serialu. Harmonia tych dwóch gwiazd podnosi oczekiwania publiczności.
Niezwykła jest także reżyseria Grega Danielsa i Steve’a Carella. Doświadczenia Danielsa z The Office oraz Parks and Recreation kształtują komediową wrażliwość serialu. Carell ożywia bohaterów swoimi umiejętnościami aktorskimi. Duet ten utrzymuje wysoką jakość serii.
Siły Kosmiczne: Kto gra?
Główną rolę wcieli się Steve Carell. Jego postać jest przywódcą nowych sił kosmicznych. Ważną rolę odgrywa także John Malkovich. Obsada tworzy się wokół tych dwóch nazwisk. Pozostali bohaterowie serialu będą mieli wpływ na rozwój fabuły.
Fabuła serialu opiera się na rzeczywistym tworzeniu sił kosmicznych w ramach Sił Powietrznych USA. Ten realizm wzmacnia komediowy element serialu. Widzowie nie tylko będą się śmiać, ale także dowiedzą się nowych rzeczy na temat nowych jednostek.
Kiedy fikcja dogoniła rzeczywistość
Wszystko zaczęło się od konferencji prasowej. W zeszłym roku Donald Trump stanął przed kamerami i ogłosił utworzenie Sił Kosmicznych. Przesłanie było jasne: tworzono jednostkę wojskową, która miała chronić Stany Zjednoczone przed atakami z kosmosu.
Ale na tym nie poprzestał.
Na czele tej nowej gałęzi armii miał stanąć generał w randze czterogwiazdkowego generała. Opracowali nawet unikalną flagę na potrzeby tej operacji. Jego zdjęcia wciąż można znaleźć w Internecie. Jest to surowy projekt, prawdopodobnie wybrany w celu wywarcia poważnego wrażenia, chociaż krytycy zauważyli, że w dużym stopniu nawiązuje on do istniejącej estetyki wojskowej.
Wiadomość dotarła do Netflixa. Nie tylko je zapisali, od razu dostrzegli potencjał.
Różnica między programami politycznymi a treściami rozrywkowymi jest często niewielka. Tutaj zniknął całkowicie. Ta historia była zbyt absurdalna, żeby ją zignorować. Dlatego została zatrudniona.
Tak narodził się serial „Siły Kosmiczne”.
Serial czerpie z wypowiedzi Trumpa i zamienia ją w komedię. To nie jest film dokumentalny. To satyra zbudowana na chaosie, jaki towarzyszy tworzeniu nowej organizacji od zera. Twórcy wzięli za podstawę realne opóźnienia, biurokratyczne przeszkody i samą dziwność koncepcji. Następnie dodali fikcyjne postacie, aby posunąć fabułę.
Dlaczego to jest ważne?
Bo pokazuje, jak szybko popkultura dostosowuje się do wydarzeń z życia codziennego. Seriale telewizyjne zwykle powstają latami. Ten projekt posunął się szybko. Rzeczywistość powstania Sił Kosmicznych stała się szkieletem historii. Autorzy dodali do tego „mięśnie”.
Widzowie odczuwają szczególną satysfakcję. Nie chodzi tylko o oglądanie Steve’a Carella czy Johna Mulaneya. Ważniejsze jest rozpoznanie podobieństw. Fikcyjni dowódcy odzwierciedlają prawdziwych. Bitwy budżetowe brzmią znajomo. Walka o zdefiniowanie misji – czy jest to wojna, czy eksploracja – rozgrywa się na ekranie tak samo, jak w Kongresie.
Siły Kosmiczne wreszcie stały się rzeczywistością. A teraz mają własną historię w epoce przesyłania strumieniowego. To dziwna pętla. Rząd próbował stworzyć przyszłość. Netflix zrobił z tego serial komediowy.
Flaga nadal powiewa. Generał nadal kieruje procesem. Ale wizerunek publiczny? Zostało przepisane.
Kontynuujemy dogłębną analizę fabuły serialu Space Force, który stał się już jedną z najjaśniejszych gwiazd nowego sezonu. Z oficjalnych komunikatów wynika, że serial to nie tylko komedia, ale także dramat obyczajowy. Mark Nyre, grany przez Steve’a Carella, to postać u szczytu swoich możliwości, ale wewnętrznie utknęła w ślepym zaułku.
Kim jest „odnoszący sukcesy generał Mark Nyre”?
Największym marzeniem Marka było zostać wpływową postacią w Siłach Powietrznych. Ale rzeczywistość nie była taka, jakiej się spodziewał. Przydział do nowo utworzonego Dowództwa Kosmicznego Stanów Zjednoczonych wciągnął go w nieoczekiwane błędne koło. Jego sceptyczny sposób myślenia sprawił, że tak bardzo poświęcił się swojej profesji, że opuszczenie rodziny i wysłanie do bardzo odległej bazy w Kolorado stało się dla niego rzeczą łatwo akceptowalną.
„Mark czuje się uwięziony w tym samym błędnym kole”.
Niespodziewane zamówienie z Białego Domu zmienia wszystko
W tym właśnie momencie, gdy wszystko toczyło się swoim zwykłym torem, rozkaz Białego Domu wywrócił wszystko do góry nogami. Rozkaz ten pobudził Marka i jego zespół do działania. Ale z kim?
Z jasnymi i kolorowymi naukowcami.
Ich cel jest jasny: powrót na Ziemię. Nie tylko ze względu na wizytę, ale także na ustanowienie tam swojej dominacji. Czy to przygoda przypominająca stare, dobre czasy NASA, czy może przełożenie nowoczesnych strategii wojskowych w kosmos? Granica jest zamazana.
Baza Kolorado i problem rodzinny
Rozłąka Marka z rodziną będzie źródłem wielkiego napięcia przez kilka pierwszych odcinków serialu. Bo nie chodzi tylko o rzucenie pracy. To zerwanie ze zwykłym trybem życia. Izolowana struktura bazy w Kolorado zbliża bohaterów do siebie, podczas gdy świat zewnętrzny zdaje się o nich zapomnieć.
Naciski ze strony Białego Domu jeszcze bardziej zwiększają sceptycyzm Marka. Skąd taki pośpiech? Dlaczego teraz? Te pytania tworzą główne napięcie serialu.
Naukowcy i biurokracja wojskowa
Najciekawsza konfrontacja w cyklu zbudowana jest na dialogu dyscypliny wojskowej z chaotyczną energią naukowców. Mark chce mieć kontrolę. Naukowcy mają tendencję do przekraczania granic. Kiedy się spotykają, rodzi się wielki program kosmiczny lub następuje wielka katastrofa.
W oczach Marka pojawia się marzenie o wznowieniu programu wahadłowców. Rzeczywistość jednak różni się od marzeń…
Kontakt z biurem i gwiazdorska obsada
Czy wiesz, dlaczego serial „Space Force” wydaje Ci się dziwnie znajomy? To dlatego, że stoją za nim Steve Carell i Greg Daniels. To oni stworzyli Biuro. Ten sam zespół.
Ale to w obsadzie kryje się główna intryga. Jest tu John Malkovich. On jest wszędzie. Następna w kolejce jest Diana Silvers. Townie Newsome dodaje energii. W serialu występuje także Ben Schwartz. Zawsze jest zabawny.
Lisa Coudreau jest tutaj. Pamiętasz ją? Jimmy O. Yang. Noaha Emmericha. Aleks Sparrow. Jezioro Don. Lista robi wrażenie.
Howard Klein reżyseruje projekt. Był producentem The Office. Tutaj robi to samo.
To to samo twórcze DNA. Ale sytuacja jest zupełnie inna.
Dlaczego to jest ważne? Ponieważ widzisz znajome twarze w nieznanych miejscach. Humor brzmi inaczej. Napięcie jest wyższe. To nie tylko komedia sytuacyjna. To satyra science-fiction.
Dynamika zmienia się, gdy mieszasz tych aktorów. Malkovich dominuje w kadrze. Silvers przynosi nową perspektywę. Newsom utrzymuje tempo. Schwartz żartuje.
Ale struktura pozostaje taka sama. Klein wie, jak zbudować rytm. Daniels wie, jak napisać scenariusz. Carell wie, jak grać.
To jest formuła. Ale składniki są świeże. A przynajmniej wyglądają świeżo.
Jak to się ma do pakietu Office? To mniej komedia biurowa. Raczej thriller polityczny z dowcipami. Stawki są różne. Mundur jest inny. Chaos jest taki sam.
Czy to działa? Tak. Głównie. Czasem zdarzają się błędy. Ale aktorzy wycofują się z projektu. Scenarzyści go reżyserują. Prowadzą to producenci.
To nie jest idealne. Ale to dobrze. Lepsze niż się spodziewasz. Zwłaszcza jeśli spodobały Wam się pierwsze sezony The Office.
Seria trwa. Odcinków się mnoży. Historia się rozwija.
Czy zdobędzie serca publiczności? Liczby mówią, że tak. Recenzenci mówią „być może”. Fani? Oni patrzą.
I to jest najważniejsze.
Komedia, która naprawdę rozumie przestrzeń
Jeśli myślisz, że Orville to po prostu Star Trek z dodatkiem żartów, to nie rozumiesz sedna. Jest ostrzejszy. Jest dziwniejszy. I ma więcej serca niż połowa prestiżowych seriali w telewizji kablowej.
Dlaczego to działa
Serial nie traktuje siebie zbyt poważnie. Ale on poważnie myśli o tworzeniu świata. Elementy wizualne są jasne. Sceneria wygląda tak, jakby rzeczywiście była zamieszkana. Wierzysz w ten wszechświat.
Kluczowe różnice w stosunku do Star Trek
- Mniej utopijne. Bardziej chaotyczny.
- Większa uwaga na biurokratyczny absurd.
- Silniejsze łuki postaci we wczesnych sezonach.
Najlepsze odcinki
„Szaleństwo” (sezon 1, odcinek 7) to horror przebrany za science fiction. On jest straszny. „Reguła większości” (sezon 2, odcinek 8) porusza kwestię polaryzacji politycznej. Trafia prosto w cel. „If the Shoe Tightens” (sezon 2, odcinek 5) porusza temat ról płciowych. Jest zabawny i głęboki.
Gdzie obejrzeć
W USA „The Orville” można oglądać w serwisie streamingowym Hulu. W pozostałych krajach serial dostępny jest na platformie Disney+. Jeśli jeszcze nie zacząłeś oglądać, już jesteś w tyle.
Werdykt
Serial nie jest idealny. Sezon trzeci wydawał się nieco chaotyczny. Ale pierwszy i drugi sezon to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto kocha kosmiczne przygody z duszą.
Nie przegap tego
Chemia pomiędzy Edem Mercerem granym przez Setha MacFarlane’a a resztą ekipy jest autentyczna. Dbasz o ich przyszłość. To rzadkość w komediach science-fiction.
Końcowe przemyślenia
Spróbuj. Może się okazać, że obejrzysz znacznie później, niż planowałeś. Tylko nie wiń mnie, jeśli zaczniesz inaczej patrzeć na gwiazdy.
Czy zaczyna się era wojen kosmicznych? Fabuła serialu stawia to pytanie pod znakiem zapytania. Teoretycznie utworzona jednostka ma główne zadanie ochrony swoich satelitów. Jednak w najbliższej przyszłości przyjmie także role agresywne. Oficjalnie rozpoczęło się zbrojenie kosmosu. „Space Force” potraktuje tę sytuację poważnie i komicznie. My, widzowie, będziemy obserwować ich reakcje.
Legenda Steve’a Carella i generała Marka Nyre’a
Stephena Johna Carella. Zdobywca nominacji do nagrody Emmy. Laureat Złotego Globu. Amerykański komik. Aktor. Producent. Scenarzysta. Gra w serialu „Space Force”, który ukaże się na platformie Netflix. Steve Carell próbuje ustalić swoje wpływy w fikcyjnych siłach powietrznych. Jest odnoszącym sukcesy pilotem przydzielonym do nowo utworzonej Dywizji Kosmicznej Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Postać ta to generał Mark R. Nyre.
Dyplomata wśród gwiazd
John Malkovich nie jest subtelny. Aktor, który otrzymał nominacje do Oscara za role w filmach Na linii ognia i Miejsca w sercu, gra doktora Adriana Mallory’ego w serialu Space Force. Ta rola jest idealna ze względu na jego charakterystyczny styl charakteryzujący się intensywną, intelektualną energią.
Mallory jest doradcą naukowym programu. Ale jest obecny nie tylko po to, aby wyjaśnić fizykę nieważkości. Jest arogancki. Jest genialny. Desperacko stara się nie dopuścić, aby Siły Kosmiczne stały się kolejnym wielkim międzynarodowym polem bitwy.
„Próbuje zapobiec temu, aby ta gałąź wojskowa stała się geopolitycznym punktem zapalnym”.
Postać balansuje na cienkiej linii. Z jednej strony istnieje sztywna biurokracja amerykańskich sił zbrojnych. Z drugiej strony są chaotyczne ambicje kierownictwa Sił Kosmicznych. Mallory reprezentuje starą gwardię dyplomacji. Wie, że kosmos to nie tylko gwiazdy i rakiety. To jest kwestia władzy. A władza przyciąga konflikty.
Malkovich wnosi do tej roli pewne zmęczenie. Widać to w jego oczach. Widział już ten film wcześniej. On wie, jak to się wszystko skończy. W jego występie mniej skupia się na akcji, a bardziej na spokojnym napięciu człowieka, który rozumie stawkę lepiej niż ktokolwiek inny na sali.
To niewielka rola w całym serialu. Służy jednak jako kotwica dla satyry politycznej. Bez obecności Mallory’ego serial mógłby popaść za daleko w czysty absurd. Dodaje powagi historii. Dosłownie i w przenośni.
Dlaczego jest takie zamieszanie wokół Sił Kosmicznych?
Rzadko się zdarza, aby projekt wywołał taki szum. Twórcy The Office zaprezentowali swój nowy projekt i, co oczywiste, w Internecie zawrzało. W końcu doczekaliśmy się oficjalnej komedii kosmicznej. I nie oszukujmy się: jeśli w zwiastunie usłyszycie złowieszczy szum z filmu 2001: Odyseja kosmiczna, od razu wiecie, jaką satyrę zaraz zobaczymy. To jak Interstellar i sitcom. Jest potencjał. Poprzeczka ustawiona jest niesamowicie wysoko. Obejrzałem dziesiątki seriali komediowych. Nic nie przebije The Office. Nie oczekuję, że ten projekt to wyprze. Ale oczekiwanie? To namacalne.
Niezwykły zakres roli Steve’a Carella
Tutaj robi się ciekawie. Według IMDB Steve Carl pojawia się tylko w trzech z dziesięciu odcinków pierwszego sezonu. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że schodzi na dalszy plan. Twórca pakietu Office, Greg Daniels, może sobie z nas żartować. W przecieku podano, że odegra rolę drugoplanową, a następnie zniknie.
„Zwiastun wygląda komercyjnie, ale sam serial może taki nie być.”
Oficjalne konto naprawiło wówczas sytuację. Rola Carella ogranicza się do więcej niż trzech odcinków. Obsada robi wrażenie. Przypomina to skład drużyny Ligi Mistrzów. Przedstawia Lisę Kudrow. W filmie występuje John Malkovich. Nawet jeśli Kudrow pojawi się tylko w jednym odcinku, to szkoda. Chcieliśmy naszego „Śmierdzącego Kota”.
Carell nadal dominuje na ekranie. Zwiastun udowadnia, że może rozśmieszyć nawet przy minimalnym czasie wyświetlania. Ale czy młodemu zespołowi uda się utrzymać serial? Owen Daniels jest młody. Ben Schwartz w pewnych momentach dochodzi do siebie. Postać Dinah Silvers musi być dobrze napisana, aby jej nieoczekiwany występ miał znaczenie. Jeżeli aspekt komercyjny dominuje zbyt wcześnie, należy skorygować oczekiwania.
Polityka w kosmosie
Serial koncentruje się na 45. prezydencie Stanów Zjednoczonych Donaldzie Trumpie, który tworzy nowy rodzaj wojska. Zadaje trudne pytanie: Czy misja na Marsa ma charakter naukowy, czy inwazyjny?
I tu rodzi się chaos prawny. ONZ definiuje przestrzeń kosmiczną jako wspólne dziedzictwo ludzkości. Żaden kraj nie może rościć sobie prawa do suwerenności. Wysyłamy tam jednak jednostkę wojskową. Jest to sprzeczne z tymi „tak zwanymi” prawami kosmicznymi.
Bohaterowie kłócą się o dwuletni program lotów kosmicznych. 2020 A nie 2076. Żyjemy w rzeczywistości, w której na dwa dni przed świętem dyskutujemy o dolarze, a politycy marzą o imperiach galaktycznych.
Promień nadziei w chaosie
To dziwny czas, być zamkniętym w środku. Potrzebujemy tej serii. To jest medycyna.
Jeśli Stanom Zjednoczonym uda się stworzyć Siły Kosmiczne, może to rozgniewać bardziej zaawansowaną cywilizację. Możemy spotkać siły pozaziemskie. W tym chaosie Fed obniża stopy procentowe do zera. Gospodarka się załamuje. Więc co robimy? Budujemy domy.
W Sanyaktepe są puste działki. Nadal są puste. Być może gwiazdy ułożą się w kierunku nieruchomości. Być może nie. Zwiastun wyszedł. Obsada została ustalona. Czekamy.
