Aktorzy z zawodu portretują innych ludzi. To jest ich praca. Ale kiedy jesteś rozpoznawalną gwiazdą, pozostawanie anonimowym w miejscach publicznych to koszmar. Trzymanie czapki baseballowej opuszczonej nie pomaga. Paparazzi nie działają sami. Działają w zespołach. Wymieniają się danymi lokalizacyjnymi za pomocą wiadomości SMS. Płacą informatorom. Śledzą plotki. To skoordynowane polowanie.
Niektórych gwiazd trudniej bronić niż innych. Brad Pitt jest jednym z nich. Wiadomo o tym od kilkudziesięciu lat. Ma talent do wprawiania fotografów w zakłopotanie. Wypuszcza przynętę. W locie zmienia trasę. Kiedyś powiedział Terry’emu Grossowi w „Fresh Air”, że wychodzenie z domu przy użyciu wabików przypominało Mission Impossible. Strategia ta obejmowała nawet sprzedaż zdjęć jego córki Shiloh, aby uniknąć ciągłego nękania. To wysoka cena za prywatność.
A potem był ślub Michaela Douglasa i Catherine Zeta-Jones. Miało to miejsce w 2000 roku. Postanowili maksymalnie zwiększyć poziom bezpieczeństwa. Chcieli całkowicie odizolować się od prasy.
Ekstremalna mechanika prywatności
Wydali na to zabezpieczenie 66 000 dolarów. To duża kwota jak na jedno wydarzenie. Ale chcieli to zrobić dobrze. To właśnie zrobili.
- Każdy wykonawca podpisał umowę o zachowaniu poufności. Dotyczyło to usług cateringowych i dostawców. Nawet ci, którzy nie otrzymali zamówienia, musieli podpisać dokument.
- Goście do ostatniej chwili nie wiedzieli gdzie i kiedy odbędzie się wesele.
- Bilety nie zostały wysłane pocztą. Zostały one wręczone osobiście lub dostarczone kurierem dzień przed wydarzeniem.
- Na biletach widniały niewidoczne kody atramentowe. Para osobiście sprawdziła każde z nich.
- Goście wymienili papierowy bilet na złotą broszkę. Został specjalnie zaprojektowany przez Douglasa i Zetę-Jonesa.
- W pomieszczeniach zakazano używania kamer.
- Zespoły ochrony kilkakrotnie sprawdzały każdy pokój pod kątem ukrytych mikrofonów lub urządzeń wideo.
- Trzej prywatni ochroniarze stale patrolowali korytarze.
To brzmi paranoicznie. I tak było. Ale to było też mądre. Kontrolowali, kto wszedł. Kontrolowali, kto może robić zdjęcia. Zawarli nawet umowę wydawniczą z magazynem OK!, aby później opublikować wybrane zdjęcia. To dało im kontrolę nad narracją.
Penetracja
Mimo to plan się nie powiódł. Nie całkowicie, ale znacząco. Do środka wkradł się fotograf Rupert Thorpe. Udało mu się prześliznąć obok strażników. Robił zdjęcia młodej parze. Sprzedał te zdjęcia magazynom Hello! i The Sun.
Para złożyła pozew. Wygrali ugodę pieniężną. Technicznie rzecz biorąc, było to zwycięstwo praw do prywatności. Ale zdjęcia były już w domenie publicznej. Ta chwila została zagrożona.
To rodzi proste pytanie. Jeśli celebryci płacą takie pieniądze, a mimo to lądują przed kamerami, kiedy w ogóle istnieje prywatność? Prawo jest niejasne. Technologia jest przed nami. Apetyt społeczeństwa jest nieograniczony.


























