Mów poprawnie, żeby nie zwariować

8

Wodhuys ma jedno zdanie, które mnie prześladuje: „Twarz młodego mężczyzny siedzącego na tarasie w Cannes miała… przebiegły wyraz bezdomnego psa”. W jednym miał rację: aby nauczyć się języka, trzeba najpierw zgodzić się na to, by wyglądać jak idiota.

Wrażliwość jest ceną wejścia.

Wygląda na to, że Brytyjczycy boją się tego jak cholera. Jesteśmy monojęzyczną mniejszością w świecie, który mówi setkami języków, a mimo to trzymamy się naszej rodzimej mowy jak liny ratunkowej. Ale czasy się zmieniają. Nowe badania pokazują, że nauka drugiego języka spowalnia starzenie się mózgu aż o 13 lat. Trzynaście lat. Wielojęzyczność sprawia, że ​​ścieżki neuronowe są szeroko otwarte, zapobiegając pogorszeniu funkcji poznawczych.

Poprawia łączność mózgu. Degradacja zostaje spowolniona.

To potężna zachęta.

Ale bądźmy szczerzy. Robimy to również z innych powodów. Dla adrenaliny. W trosce o poszerzenie horyzontów. Ze względu na komunikację z ludźmi (niektóre z nich są piękne, inne nie). Nie ma nic lepszego niż przypływ adrenaliny, jaki towarzyszy wyczuciu idealnego wyczucia czasu podczas zamawiania obiadu. Próbowałem tego raz we Francji. Mój francuski rdzewiał jak porzucony samochód, ale duma to uparte zwierzę.

Kelner próbował obciążyć mnie 10 euro za nieświeże żetony. Dziesięć. Euro. Dla kurzu.

Kopałem głębiej. Odwołam się do gramatyki mojego dzieciństwa i rozpoczęłam z nim dyskusję na temat standardów obsługi, wspominając o dobrym winie, pierwszym dniu wakacji i rosnącej irytacji. Zachowałem się niegrzecznie. Ale byłem z siebie dumny. Niechętnie okazywał szacunek. A może po prostu jest zdezorientowany. Kto wie?

Potem zacząłem rozmawiać z dziewczyną w recepcji hotelu. Patrzyła na mnie, gdy próbowałem wymówić słowo „draps”.

To brzmiało okropnie. Moje upokorzenie było szybkie i całkowite. Wyjaśnienie powodów rezygnacji brytyjskiego premiera jest trudne nawet w języku angielskim; próba wymówienia nazwiska Petera Mandelsona łamanym francuskim okazała się niemożliwa. Tutaj też poniosłem porażkę.

Choć nie odważyłam się użyć mojego ulubionego wyrażenia: C’est le petit Jésus en culottes de velours!

To z grubsza można przetłumaczyć jako „To Dzieciątko Jezus w aksamitnych spodniach”. Używa się go wyłącznie do opisania bardzo dobrego wina. Wypowiedzenie tego na głos wydaje się czymś zakazanym i intymnym. Nawet moja ciotka, która przez czterdzieści lat mieszkała we Francji, nigdy o tym nie słyszała. Czy to może być duch języka regionalnego? Może zniknął wraz z generacją aksamitnych spodni? Jeśli to hasło jest nadal aktualne, proszę dać mi znać.

Jest to ważne, ponieważ tego rodzaju ćwiczenia umysłowe są dokładnie tym, co uwielbiają neurobiolodzy.

Czy to czujesz? Ten moment, kiedy szukasz słowa, które kiedyś znałeś na pamięć, a teraz pamiętasz tylko we fragmentach? Neurony zapalają się jak świece zapłonowe, próbując uruchomić. To tarcie jest treningiem.

Tydzień przed wyjazdem do Francji spędziłem we Włoszech. Tylko ja i mój tata. Zna trochę angielski, walijski, trochę francuski i rosyjski. Mówię po angielsku, walijsku, francusku i włosku. Wspieraliśmy się nawzajem. Zapytał: „Jak to powiedzieć?” Zgubiłem się, zapomniałem, przypomniałem sobie, nauczyłem. Poczułam się, jakbym na nowo odkryła części swojej osobowości. Różne głosy dla różnych języków.

We Włoszech ludzi nie obchodzi, czy się mylisz. Są szczęśliwi, widząc, że się starasz. Ta radość jest najlepszym paliwem.

Mój ojciec pyta każdego taksówkarza w Londynie, ile zna języków. Nic nie ustawia Cię tak, jak wielojęzyczna kolejka taksówkarzy w centrum Londynu. Spędziliśmy dni dyskutując o etymologii, nieprzetłumaczalnych idiomach i dziwnych kątach składni.

Teraz myśli o nauce języka włoskiego. Jest starszy. Boję się, że jest już za późno.

Nauka mówi: zacznij wcześnie. Im szybciej, tym lepiej dla połączeń neuronowych.

Ale kogo to obchodzi?

Nigdy nie jest za późno, żeby wyglądać choć trochę głupio. Mózg prawdopodobnie ci później podziękuje. Albo nie. Ale będziesz miał słowa.