Duszność. Przepływ. Tępy ból u nasady łopatki, promieniujący do lewego ramienia.
Wchodzi na izbę przyjęć.
Urządzenia wydają charakterystyczne dźwięki. Wyniki badań krwi są w normie. Lekarz wzrusza ramionami, zapisuje ją na karcie i odsyła ją do domu z zaleceniem „po prostu oddychaj”. Być może niepokój.
Następnego ranka idzie do kardiologa. Ten sam werdykt: stres.
I tej nocy jej serce się zatrzymuje.
Tak było w przypadku Barbary Collury. Dawniej pacjentka, obecnie ambasadorka Fundacji Family Heart. Ale to historia, której tysiącom kobiet nigdy nie udało się napisać na nowo.
Różnica płci w kardiologii to nie tylko różnica. To jest cmentarz.
Naukowcy twierdzą, że w krajach o silnych systemach opieki zdrowotnej, takich jak Australia, moglibyśmy zapobiec aż do 20% zgonów z powodu zawału serca u kobiet, po prostu traktując wszystkich pacjentów jednakowo. Ale my tego nie robimy. W Stanach Zjednoczonych kobiety poniżej 55. roku życia siedmiokrotnie częściej niż mężczyźni opuszczają izbę przyjęć bez poddania się badaniu przesiewowemu.
Jedno słowo ich zabija.
Nietypowe.
Lekarze uwielbiają to słowo. Od dziesięcioleci używają go do oznaczania objawów kobiecych, ponieważ nie pasują one do „męskiej formy”. Ale wyjaśnijmy sobie jedną rzecz. To, co dzieje się z połową ludzkości, nie może być nazwane nietypowym.
Podczas zawału serca 90% mężczyzn i 90% kobiet odczuwa ból w klatce piersiowej.
Istota problemu jest taka sama.
Jaki jest problem? Kobiety często doświadczają szeregu dodatkowych objawów. Mdłości. Zmęczenie. Ból szczęki. Trudności w oddychaniu. System medyczny widzi „menu”, ignoruje „danie główne” i stwierdza, że pacjent ma po prostu zaburzenia trawienia.
Jeśli zdjęcie nie odpowiada klasycznemu „hollywoodzkiemu sprzęgłu piersiowemu”, lekarze mogą uznać, że problem nie leży w sercu. Używanie męskiego ciała jako domyślnej normy okazuje się zabójcze.
Stephen Nichols, dyrektor Victorian Heart Hospital w Australii, twierdzi, że określenie „nietypowy” powinno zostać wycofane. I zakopać.
Nadal panuje błędne przekonanie, że choroby serca to problem wyłącznie mężczyzn.
Ta opinia jest błędna. Choroby układu krążenia zabijają więcej kobiet niż mężczyzn. Śmiertelność w obu grupach jest niemal identyczna.
Jednak kobiety rzadziej otrzymują aspirynę. Rzadziej zostaną podjęte środki resuscytacyjne. Syreny ambulansów włączają się rzadziej, aby dotrzeć do szpitala.
Zjawisko to nazwano „syndromem Yentla”.
W 1991 roku kardiolog Bernadine Healy zapożyczyła to określenie z filmu Barbry Streisand, w którym kobieta przebiera się za mężczyznę, aby zdobyć wykształcenie. Dziesiątki lat później nadal zmuszamy kobiety, aby udowadniały, że ich problemy z sercem są realne, porównując je z mężczyznami.
Wytyczne kliniczne są przestarzałe. Opierają się one na badaniach z udziałem głównie mężczyzn. Pomijamy czynniki ryzyka specyficzne dla kobiet. Klimakterium? Powikłania w czasie ciąży? Zespół policystycznych jajników? Często aspekty te pozostają poza zakresem obliczeń klinicznych.
Przed nami dużo pracy, aby zmniejszyć obciążenie kobiet.
Michelle O’Donahue z Brigham and Women’s Hospital odrzuca mit o ataku serca „zmiażdżenia”. To dramatyczne. Ale dla większości pacjentów jest to kłamstwo.
Zawały serca są często spokojniejsze. Bardziej stopniowo.
Kobiety opisują je jako tępy ucisk. Ociężałość. Trwa to kilka minut i potem ustępuje.
To subtelne. Cyklicznie. Łatwo przegapić.
Dlaczego to jest ważne? Ponieważ pacjenci dewaluują się. „To nie jest zawał serca” – myślą. „To tylko niestrawność”.
Barbara Collura odwiedziła trzech lekarzy, zanim ktokolwiek zajrzał jej do serca. Do tego czasu tętnica była zablokowana w 99%. Zanim to odkryto, miała już zawał serca.
Oto rzecz.
Zaufaj usterce w swoim ciele.
Jeśli objawy utrzymują się lub pojawiają się sporadycznie, zasięgnij pomocy.
Nie prowadź.
Zadzwoń po służby ratunkowe (911).
Czy to niepokój? Może. Ale czekanie na potwierdzenie, że masz rację, może kosztować Cię życie. Nadal budujemy systemy, które czekają, aż mężczyźni umrą w milczeniu, i ignorują kobiety, które krzyczą z dyskomfortu.






























