Japonia Przesunięcie pięciu milimetrów

19

15 minut.

Tyle trwało czekanie. 11 marca 2011 r. Trzęsienie ziemi w Tohoku już miało miejsce – to potworne wydarzenie o sile 9 w skali Richtera zniszczyło wybrzeże, wygenerowało tsunami o wysokości 40 metrów i doprowadziło do wypadku w elektrowni jądrowej Fukushima. Ale Japonia nadal drżała.

I wtedy to się stało. Prawie cały kraj przesunął się na wschód dokładnie o pięć milimetrów.

Pół centymetra może wydawać się nieistotną ilością. Szczególnie na tle osunięć metrów lub stopionych zespołów paliwa jądrowego.

Ale skala ma znaczenie.

Ruch ten nie ograniczał się do jednego punktu. Rozciąga się z północy na południe na długości 3000 kilometrów. Jest to więcej niż jakiekolwiek wcześniej zarejestrowane przemieszczenie wzdłuż uskoku. Około siedem razy dłuższa niż pierwotna linia przerwania.

„Obserwujemy lekkie przesunięcie na wschód, które ma miejsce niemal wszędzie w niemal całej Japonii, któremu w tym konkretnym momencie nie towarzyszy żadna normalna aktywność trzęsienia ziemi”. — Park Sanyong, Uniwersytet w Chicago

To nie jest odosobniony przypadek. Zespół Parka przeanalizował dane GPS. Przemieszczenie nie zostało zlokalizowane. Obejmował masę kontynentalną za masą kontynentalną. Gdybyśmy mieli wystarczająco gęstą sieć czujników na dnie morskim, moglibyśmy określić, jak daleko w oceanie dotarło zjawisko, ale na lądzie każda stacja pomiarowa zarejestrowała skok.

Dlaczego tak się stało? A skąd takie opóźnienie po głównym szoku?

Odpowiedź leży głęboko pod ziemią. Bardzo głębokie.

Zazwyczaj fale sejsmiczne przemieszczają się do wewnątrz od epicentrum trzęsienia ziemi. Docierają do jądra Ziemi – tej samej żelaznej kuli w środku – i odbijają się z powrotem. Z reguły w tym momencie ich siła wysycha. Kiedy energia powraca na powierzchnię, zostaje osłabiona. Niegroźny.

Ale tym razem wszystko było inne.

Trzęsienie ziemi w Tohoku było kolosalne. Początkowa fala uderzeniowa była tak potężna, że ​​nawet po odbiciu się od jądra planety oddalonego o 5800 kilometrów zachowała energię wystarczającą do ponownego poruszenia płyt tektonicznych. Cztery sąsiednie płyty poruszały się synchronicznie.

Ramy czasowe doskonale odpowiadają prawom fizyki. 15 minut pokrywa się z czasem potrzebnym fali na podróż do jądra i z powrotem.

Park sugeruje, że początkowe trzęsienie ziemi „zmiękczyło” konstrukcję, osłabiając granice płyt. Kiedy nadeszła fala odbita od rdzenia, te wcześniej osłabione uskoki opadły.

Czy istnieje ukryte niebezpieczeństwo, które przeoczamy?

Park tak uważa. Monitorujemy natychmiastowe wstrząsy wtórne. Naprawiamy epicentrum. Jednak fale przechodzące przez wnętrze Ziemi mogą spowodować nowe ruchy na ogromne odległości po minutach, a nawet godzinach. Mechanizmy, których wcześniej nie rozpoznaliśmy.

Robin Lee z Uniwersytetu Canterbury w Nowej Zelandii dostrzega takie ryzyko. To nie jest tylko problem Japonii. W każdym regionie o podobnych wzorcach usterek może pojawić się opóźnione zagrożenie. Duże trzęsienia ziemi nie tylko natychmiast niszczą glebę. Ich wpływ może rozprzestrzenić się na całe regiony, powodując nowe zmiany znacznie później.

Potrzebne są dalsze badania. Aby zrozumieć, gdzie jeszcze mogą uderzyć te „duchy” z jądra Ziemi.